przynajmniej obudziłam się z czystą głową, czystymi myślami. podniosłam się po wczorajszym upadku słabości, po wczorajszym przypływie smutku, gniewu, rozpaczy, nienawiści. "ona" czasem jeszcze gdzieś tam siedzi. czasem inną postać ma, ale to ona, to TO, przyczepione jak rzep do psiego ogona, które każe myśleć, że jesteś najgorsza i najsłabsza na świecie. nie wierzę. już nie wierzę, czasem jednak wywołuje to rozpacz. po trochę to wyrzucam, nie poddaję się jak grzeczna dziewczyna, zawsze wstaję. i to w sobie lubię. jak postawię sobie cel, a cel ten jest równie bliski nie tylko świadomej mnie, ale i podświadomej (duszy, sercu) to nie dam za wygraną. zawsze wstanę. wstałam. idę dalej i wejdę na najwyższy szczyt po swoje. a wtedy radość, która mnie wypełni wymaże każden ból i złe wspomnienie. tak będzie. tak czuję.
fotografowie, z którymi nie tak dawno współpracowałam zarzucają mnie teraz efektami prac. jestem zadowolona, chociaż to podbudowuje mój nastrój. a to jeden z kadrów z Panią M., który dzisiaj dostałam i w którym zauroczyłam swe spojrzenie. M stworzyła z magię z prostej prostoty - stara kamienica, stare okno, (prawie) bezwładna ja.
jak można chorować przy tak ładnej pogodzie? no, można. teraz już wiem i rozumiem jakie to straszne. na przekór sobie wyszłam jednak na rower z niby lepszym samopoczuciem. w drodze jednak myślałam, że nie ujadę, przewrócę się i nie wstanę dopóki ktokolwiek mnie nie znajdzie. a jechałam polnymi dróżkami. ale taką miałam ochotę na rower! na dwór! na świeże powietrze! łóżko w domu wystarczająco dużo mam w nocy, w dzień tak bardzo nie lubię leżeć, siedzieć i kwiczeć z bezradności nad chorobą. lubię noce, lubię spać i wypoczywać, ale w nocy nie można działać. chociaż kto wie tak naprawdę co robi wtedy nasz umysł? dusza?
kanapka z sałatą, pomidorem i kabanosami z łososia
nic mi dzisiaj nie smakuje - uroki choroby.
ale może upiekę ciasto? akurat Mama dzisiaj wraca, miło będzie powitać ją jakąś pysznością. po jagodziankach zostało mi jeszcze trochę drożdży. może akurat je wykorzystam, żeby się nie zmarnowały?