fotografowie, z którymi nie tak dawno współpracowałam zarzucają mnie teraz efektami prac. jestem zadowolona, chociaż to podbudowuje mój nastrój. a to jeden z kadrów z Panią M., który dzisiaj dostałam i w którym zauroczyłam swe spojrzenie. M stworzyła z magię z prostej prostoty - stara kamienica, stare okno, (prawie) bezwładna ja.
jak można chorować przy tak ładnej pogodzie? no, można. teraz już wiem i rozumiem jakie to straszne. na przekór sobie wyszłam jednak na rower z niby lepszym samopoczuciem. w drodze jednak myślałam, że nie ujadę, przewrócę się i nie wstanę dopóki ktokolwiek mnie nie znajdzie. a jechałam polnymi dróżkami. ale taką miałam ochotę na rower! na dwór! na świeże powietrze! łóżko w domu wystarczająco dużo mam w nocy, w dzień tak bardzo nie lubię leżeć, siedzieć i kwiczeć z bezradności nad chorobą. lubię noce, lubię spać i wypoczywać, ale w nocy nie można działać. chociaż kto wie tak naprawdę co robi wtedy nasz umysł? dusza?
kanapka z sałatą, pomidorem i kabanosami z łososia
nic mi dzisiaj nie smakuje - uroki choroby.
ale może upiekę ciasto? akurat Mama dzisiaj wraca, miło będzie powitać ją jakąś pysznością. po jagodziankach zostało mi jeszcze trochę drożdży. może akurat je wykorzystam, żeby się nie zmarnowały?
