niedziela, 12 maja 2013

zmiany

Jeśli nie masz ochoty czytać całości, a jesteś obserwatorem bloga to proszę, zejdź na dół i przeczytaj chociaż małe podsumowanie tego, co chciałabym przekazać i wytłumaczyć.

Z bloga zniknęły wszystkie posty. Narazie oprócz dwóch, które biorą udział w konkursie, więc muszą zostać. Trochę mi przykro, to przecież było tyle pracy... Ale chcę zacząć od nowa. Od nowa, dla przyjemności. Tylko i wyłącznie dla przyjemności. Bez stresów i presji. Jako, że mam "problem z jedzeniem" od kilku lat, blog miał być dla mnie przyjemnością, a zarazem nauką jedzenia. Miałam polubić śniadania,  polubić jedzenie. Polubiłam, trochę na pewno, jednak przesadziłam w drugą stronę. Zaczęłam jeść pod bloga, a nie pod siebie. Już nie pamiętam kiedy jadłam pyszne, zwykłe płatki z mlekiem, bo to przecież takie nieblogowe gdybym kilka razy z rzędu dodawała śniadaniowe zwykłości, prawda? A owsianka czy kaszka sama w sobie bez dodatków jest przecież taka niefotogeniczna... "Uzależniłam" się w pewien sposób od dokładania choć jednego orzecha, owoca, łyżki dżemu do śniadania, żeby było blogowo, a nie tak jak ja chcę i tak jak ja mam ochotę. Nie chcę też drażnić się swoimi niewyjściowymi zdjęciami. Przecież skoro nie wyszło, to trudno, nie jestem fotografem, blog mnie do tego nie zobowiązuję, nie muszę tu być codziennie.
Nie chcę więc znikać stąd całkowicie, za bardzo polubiłam blogsferę, więc chciałabym tu być obecna i będę, ale nie co dzień. Będę bywać też z innymi przepisami niż tylko ze śniadaniami. W końcu tytułowe Smaki Życia nie powinny się zamykać tylko na porannych posiłkach. Chcę czuć się ze sobą dobrze, a jako, że jedzenie odgrywa dosyć ważną rolę w moim życiu, chcę brać pod uwagę moje zdanie, a nie tylko bloga. Poza tym, jako modelka raczej nie mogę pozwalać sobie na nie wiadomo jakie jedzeniowe kaprysy i wcale nie jest mi z tym źle, nie chcę tak myśleć, ale przez "blogowe uzależnienie" po trochu zaczęłam. Chcę być modelką z wyboru, bo to dla mnie ważne, to wiążę się z dbaniem o dietę i jestem tego świadoma. Chcę więc odżywiać się tak, jak powinnam i zarazem tak jak mam ochotę, a w tym wszystkim znaleźć umiar. Tylko tak nauczę się normalnego odżywiania. Blog na pewno będzie pomocny, ale blog nie może robić się najważniejszy.

Podsumowując, to wszystko nie znaczy też, że nie będą pojawiać się tu przepisy na śniadaniową prostotę. Właśnie będą! Stęskniłam się za nią i jak najbardziej będę się nią z Wami dzielić i być może inspirować, ale to wszystko już bez presji. A jeśli mam ochotę 3 dni z rzędu zjeść to samo, to czemu nie? Blog poczeka. Wrócę wtedy za te 3 dni i nic się przecież nie stanie. Większe (czy też te mniejsze) fanaberie zostawię na wtedy, gdy najdzie mnie na nią ochota. Bo taka mała czy duża fanaberia smakuje tylko wtedy najlepiej.

Dziękuję za uwagę i mam nadzieję, że to zrozumiecie i, że nadal z chęcią będziecie tu zaglądać.
Niektóre sławne przepisy, tj omlet sernikowy, z serka wiejskiego, z kaszy manny, sernikoowsianka, bananowa zupka... wrócą tu na pewno, gdy tylko je ponownie odtworzę. A narazie dodam przepisy do zakładki na przepisy.

Miłego dnia! :)

8 komentarzy:

  1. Nawet nie wiesz, jakie było moje zdziwienie przed chwilą, gdy tutaj do Ciebie weszłam i jakoś tak ... Pusto. Przestraszyłaś mnie! Serio! Aż nie chciałam czytać wpisu w obawie, że to pożegnanie z blogiem. Na szczęście nie! :-) Cieszę się, że zaczynasz od nowa, bo zmiany są potrzebne i to częściej, niż by się mogło wydawać :-)
    Blog ma być przyjemnością, a nie obowiązkiem. Sama miałam taki moment, że czułam się jakby trochę pod presją, że moje śniadania są zbyt ... Banalne, po prostu banalne. Ale tu nie chodzi o to, aby codziennie przesadnie kombinować. Ma być smacznie i tak, jak lubimy :-) I dopiero, gdy się to zrozumie to można czerpać prawdziwą radość z blogowania. Dlatego cieszę się, że teraz zrozumiałaś to również Ty, tak trzymaj :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Moim zdaniem podjęłaś dobrą decyzję :) Prowadzenie bloga powinno być przyjemnością, a nie przymusem :) Każdego dnia będę czekać, a może dodasz coś pysznego! :) Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  3. będę cię dalej odwiedzać i też uważam ,że to dobra decyzja ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podjęłaś słuszną decyzję. Cieszę się, że jednak zostajesz i czekam na nowe posty. Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się. Po naszych rozmowach tyle mogę teraz napisać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja uważam, że nie musi być fotogenicznie, ale smacznie. Jeśli chcesz jeść kaszkę nawet przez tydzień to ważne, żeby to Tobie pasowało;D Cieszę się, że nie rezygnujesz, bo tak pomyślałam na początku, a szkoda by było..
    Życzę pysznych śniadanek (nieważne jakich) i radości we wszelkiej postaci!

    OdpowiedzUsuń
  7. Prawdę mówiąc ostatnie kilka dni, mimochodem myślałam o twojej decyzji. Nie pisałam nic bo nie chciałam być nie miła i nie chciałam postąpić jak blogowe trole zarzucające wszystkim dookoła anoreksje i zaburzenia odżywiania.
    Poza tym nie pouczanie,z mienianie to nie mój świat.


    Ale dzisiaj postanowiłam jednak napisać ten komentarz. Głównie dlatego, że wczoraj w pracy analizowałam umowę z agencją modelek. Taka umowa zlecenie dla modelek – kontrakt na 3 lata. I patrząc co w niej jest i na co te dziewczyny się piszą, na kompletną dehumanizacje, pozbawienie praw do własnego wyglądu, życia, wizerunku, hobby, zobowiązania do robienie czego się zobowiązują i pod jakimi sankcjami to się zlękłam. To była chyba najstraszniejsza umowa z perspektywy zleceniobiorcy jaką czytałam.
    Znalazłam w niej chyba z 20 zapisów całkiem niezgodnych z prawem i drugie tyle mieszczących się w granicach prawa tylko dlatego, że chyba nikt nie przewidział takich sytuacji. Łącznie z odebraniem nieodbieralnych praw osobistych jak własny wizerunek, współwłasnością wizerunku, współwłasność włosów, zębów itp. Zobowiązanie do utrzymania wagi i wymiarów z możliwością wahnięć o całe 0,5 cm i sam nie wiem co jeszcze.
    (gorzej, ze klientem była oczywiście agencja, więc trzeba było tak wszystko zrobić żeby i tak było źle, tylko bardziej zgodnie z prawem).
    I takie właśnie umowy dziewczyny podpisują.

    Rozumiem stawienie sobie pewnych wyrzeczeń – gdybym jadła tyle ile miałabym ochotę to byłoby to 4,5 tys. kcal, i pewnie nie mieściłabym się w drzwiach. No i kiedyś, 100 lat temu sama chciałam być modelką (nawet miałam podpisany kontrakt wstępny, tyle, że agencja nie wzięła pod uwagę, ze będę takim liliputem).
    Ale wiesz co – postaw sobie jakieś granice ok ? Że jakby co to dalej nie pójdziesz i na coś się nie zgodzisz.
    Wiem, ze można żyć na 800 kcal dziennie i nie chorować bo próbowałam (pewnie można i przeżyć na mniej), wiem, ze można ograniczyć jedzenie tłuszczu do 0 i przez długi czas nic się nie stanie; wiem że przy podpisywaniu umowy można sporo rzeczy „odłożyć na później”, bo chce się realizować jakiś cel. Tylko...postaw sobie pytanie do jakiego momentu chcesz się poświęcić i na jakie ograniczenia się zgadzasz – teraz na początku. I nigdy nie przekraczaj tej granicy. Bo nieustanowione jasno albo płynne granice lubią się dostosowywać do sytuacji i zmieniać. A potem jest za późno.

    OdpowiedzUsuń